Archiwa tagu: zysk

Gdyby nie miliony cierpiących pacjentów oraz setki tysięcy zmarłych i największa od 100 lat recesja gospodarcza uważałbym pandemię za błogosławieństwo.

Epidemia koronawirusu spowodowało to czego mimo nawoływać ekologów, wielu konferencji polityków i dyplomatów na całym świecie nie potrafiło uczynić. Otóż na naszych oczach konsumpcja energii, przede wszystkim ropy naftowej, gwałtownie się skurczyła co błyskawicznie korzystnie wpłynęło na środowisko. Przy okazji cena płynnej energii osiągnęła rekordowe niskie ceny.

Wyhamowała też bezmyślna konsumpcja. Ludzie przestali wydawać pieniądze na rzeczy, których nie potrzebują, bo zamknięto sklepy, restauracje i bary a także zabroniono się im przemieszczać. Wydało się jak wiele niepotrzebnych potrzeb zaspokajają konsumenci pod wpływem reklam.

Zaistniała sytuacja bardzo mi pasuje. Nie ma kolejek w sklepach. Nie ma korków na ulicach. Jest mnóstwo wolnych miejsc na parkingach. Już nikt nigdzie się nie spieszy. Naprawdę to mi się bardzo podoba!

Odżyła przyroda. Jak tylko zamarł ruch zwierzęta ciekawie zajrzały do miast. Okazało się, że to teraz ludzie siedzą w klatkach, a zwiedzającymi są czworonogi. To bardzo pouczające. Inny przykład to niespodziewane oczyszczenie wody w Wenecji, ale jak należy się domyślać nie tylko tam. To tylko symptomy tego co się dzieje, kiedy największy szkodnik na Ziemi został sparaliżowany.

Świat zwolnił i okazało się, że był to szaleńczy pęd bez sensu, oczywiście w imię rosnącej konsumpcji ponieważ ona napędzała zysk, skrywany pod maską źle rozumianego postępu. Ten zysk był jednak stratą. Dobrze by było, żeby cywilizacja potrafiła się opamiętać i wyciągnąć wnioski z lekcji jaką dostała od pandemii.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

SLEPA DROGA

Są różne syndromy sztokholmski, grupowego myślenia, Stendhala, jerozolimski, paryski, starego kawalera, Otella, Munchausena, chorego budynku, Piotrusia Pana. Osobiście wyodrębniam też syndrom najniższej ceny. To bardzo poważna choroba.

Jeśli chodzi o najniższą cenę można powiedzieć, że jest to epidemia. Z jednej strony wszyscy, wszystko, chcą kupować za najniższą cenę (o ile nie mogą czegoś dostać za darmo). Z drugiej strony oferenci też prześcigają się w oferowaniu wszystkiego jak najtaniej, a przynajmniej tak sugerują w swoich reklamach. Zjawisko jest zrozumiałe i stare jak świat. Część konsumentów jest bardzo wrażliwa na cenę, a część po prostu nie stać na wydanie więcej pieniędzy i to jest uzasadnienie tego amoku.

Każdy kto kupuje jak najtaniej uważa, że zrobił dobry interes. To jednak przeważnie iluzja. Kiełbasa zrobiona w 30 procentach z mięsa, to już chyba nie kiełbasa, ubranie z poliestru to nie to samo co ubranie z bawełny. Niektóre produkty tylko wyglądają jak produkty. Co prawda mogą zaspokajać potrzeby tak jak prawdziwe produkty, a jednak nie do końca. Kiełbasą, w której nie ma mięsa, można się najeść. Jednak czy to zdrowe dla organizmu? Ubranie z plastiku można założyć tak samo jak z bawełny. Różnicę w cenie najłatwiej poczuć w upalny dzień, kiedy w tkaninie poliestrowej człowiek się poci, a odzież wykonana z naturalnego włókna jest przewiewna.

Czy lubimy kupować usługi kierując się najniższa ceną? Teoretycznie tak. W praktyce chyba nie. Kto chciałby się leczyć u lekarza, u którego wizyta kosztowałaby 5 zł? Kto skorzystałby z pomocy adwokata, który za poradę oczekiwałby 4 zł? Psychoza najniższej ceny dotyczy też przetargów. „Wybierzmy to co najtańsze. Nikt nie zarzuci nam korupcji.” – To pogląd populistyczny i asekurancki jednocześnie. Doświadczenie uczy, że kto mało płaci ten dwa razy płaci. W mojej rodzinie od pokoleń powtarza się powiedzenie: biednego nie stać na oszczędzanie. Zawsze najważniejsza jest jakość. Jeśli kupować coś złej jakości, coś tandetnego to lepiej się od tego powstrzymać.

Jednak są też skutki społeczne syndromu najniższej ceny. Wszyscy dążąc do jej zaoferowania starają się obniżyć koszty produkcji. Jest to możliwe głównie na kosztach osobowych. W tej sposób pracownicy zarabiają coraz mniej. I tu jest pułapka. Kto zarabia coraz mniej może kupować coraz mniej. Przedsiębiorstwo, które ma coraz mniejsze marże, a w konsekwencji zyski, nie ma środków na inwestycje i rozwój, w efekcie dąży do upadku. W ten sposób zaciska się pętla na ludzkich portfelach, gospodarce, a w końcu i życiu. Tu nie chodzi o kryterium najniższej ceny tylko kretynizm. Niby podobne, ale jaka różnica!

Juliusz Bolek