Archiwa tagu: Zyski i straty

Wydarzenia ostatnich tygodni pozwalają wierzyć, że szykuje się istotna zmiana na rynku telemetrii w Polsce. To może okazać się bardzo ważne zarówno dla mediów jak i reklamodawców, a konsekwencji i konsumentów.

Sprawy w swe ręce postanowiła wziąć Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która już od początku roku rozpoczęła prace nad koncepcją badań tele- i audiometrycznych rynku mediów. Następnie ogłosiła dialog techniczny w tej sprawie i zorganizowała konsultacje społeczne dotyczące organizowanych przez nią badań w ramach projektu Telemetria Polska. Spotkały się one z szerokim odzewem, gdyż wzięło w nich udział ponad 20 firm, wśród nich: AGB Nielsen Research, Grupa Radiowa Agory, Gemius Polska, Telewizja Puls, Eurozet, Grupa RMF FM, ITI Neovision, TVN, Polsat Media Biuro Reklamy, Polska Izba Komunikacji Elektronicznej, Starcom, TIME czy IAA Polska Międzynarodowe Stowarzyszenie Reklamy. Jest to o tyle ważne, że KRRiT chce robić badania przy pełnej akceptacji rynku. Zarządem nad pomiarem ma zająć się nowa jednostka, zrzeszająca agencje badawcze, media, domy mediowe i marketerów, a Krajowa Rada przewiduje dla siebie tylko rolę nadzorczy.

KRRiT dysponuje także budżetem na badania (ok. 15.000.000 zł), choć docelowo mają być one finansowane lub współfinansowane z budżetu państwa. Zgodnie z założeniami nowe rozwiązania pomiarowe mają ruszyć do końca 2018 r. Szerokie zainteresowanie projektem ze strony podmiotów medialnych oraz postęp prac, pozwalają wierzyć, że okresie najbliższych kilku miesięcy będziemy mieli do czynienia z poszerzeniem oferty narzędzi pomiarowych na rynku medialnym.

Na to, że im więcej dostępnych opcji badań tym lepiej dla rynku, wskazywało już wielu specjalistów. O, obecnie istniejącym i praktycznie jedynym, systemie Nielsena negatywnie wypowiadał się przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski. O powstanie nowego systemu pomiaru postulowała m. in. Telewizja Polska. Wskazywano, że w zasadzie rynek został zmonopolizowany przez jedną organizację, której mechanizm w niewielkim stopniu zmienił się w ciągu ostatnich 20 lat, a świat mediów od 1998 roku zmienił się diametralnie.

Przykładem braku adekwatności badań do zmieniającego się rynku może być pojęcie tzw. „grupy komercyjnej”. Instytut Staszica zorganizował w maju 2018 r. debatę poświęconą temu zagadnieniu. Wszyscy uczestnicy dyskusji, a brał w niej udział także przedstawiciel Nielsena, wskazywali, że utrzymywanie terminu grupy komercyjnej w badaniach telemetrycznych w obecnym kształcie (16-49 lat) jest anachronizmem i ma niewiele wspólnego z realiami i potrzebami rynku reklamowego w Polsce. Chodzi tutaj chociażby o tak obiektywne czynniki, jak zmiany demograficzne, które dokonały się ostatnich latach. Argumentowano, że przekłada się to na straty organizacji, które nie są w stanie dotrzeć do tych wszystkich klientów do, których, by chciały. To tylko jeden z przykładów, który pokazuje, że na rynku badań telemetrycznych konieczne są zmiany.

Zgodnie z założeniami nowy system pomiaru ma objąć możliwie jak największą liczbę kanałów dystrybucji, w tym także Internet, gdzie do tej pory oglądalność nie była mierzona. Panel badawczy ma objąć minimum 10.000 gospodarstw domowych. Jest to o tyle ważne, że do tej pory jednym z najczęściej pojawiających się zarzutów po kierunkiem Nielsena był właśnie ten dotyczący zbyt małej liczby ankietowanych objętych pomiarem. Efektem tego miało być m. in. nie uwzględnianie w pomiarach małych stacji. Dodatkowo pilotażowy pomiar ma mieć charakter pasywny i być oparty na takich urządzeniach jak beacony, smartfony czy smartwache.

Reasumując, każda inicjatywa, która prowadzi do poszerzenia oferty dostępnych usług na rynku powinna być oceniana pozytywnie, zwłaszcza w sytuacji, gdy prowadzi to do przełamania monopolu na rynku. Zawsze lepiej mieć możliwość porównania danych z dwóch, niezależnych źródeł niż tylko z jednego. Zwłaszcza, że oferowane są także nowe rozwiązania, które mogą poszerzyć możliwości analizy. Zwiększenie konkurencji, w szczególności na zmonopolizowanym rynku nigdy nikomu na złe nie wyszło.

Zyski i straty 18-08-24

„Koń, jaki jest, każdy widzi”, albo raczej mu się tak zdaje. Ofiarami tej wiary padli właściciele polskich stadnin koni (Skarb Państwa) oraz uczestnicy legendarnych aukcji w Janowie Podlaskim.

„Czy doszło do manipulowania cen na Pride of Poland?” – zastanawia się Agencja Informacyjna, która dotarła do dokumentów jakie trafiły do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Okazuje się, że niekoniecznie jest tak, że koń jest taki jak się wydaje.

Od kilkunastu lat opinia publiczna była informowana o rekordowych cenach za wylicytowane konie na aukcjach w Janowie Podlaskim – które uchodziły za najważniejsze i najbardziej prestiżowe imprezy końskiego środowiska w Polsce. Nie było jednak wyjaśniane, że zwycięzcy aukcji podpisywali umowy, z których wynikało, że za wylicytowaną wartość kupujący, oprócz konia, otrzymuje dodatkowe profity. Agencja Informacyjna opisuje m. in. „sprzedaż na aukcji klaczy Ejrene ze Stadniny Koni Michałów w roku 2012 za 440.000 euro. Okazuje się, że warunki umowy obejmującej sprzedaż tej klaczy ustalono wcześniej, a w ramach wymienionej kwoty zapewniono także: dzierżawę przez kupca czempionki świata Emandorii, pobranie od niej dwóch zarodków, rezygnację z wszelkich nagród pieniężnych w pokazach płatnych na rzecz dzierżawcy oraz pokrycie innej klaczy, należącej do dzierżawcy najlepszym w tamtym czasie w Michałowie ogierem Ekstern.” Niestety, pozostali uczestnicy aukcji nie wiedzieli o tym, że poza koniem są jeszcze dodatkowe znaczące korzyści. Byli nieświadomymi uczestnikami pewnej gry.

Według dokumentów, do których dotarła Agencja Informacyjna, wynika, że „ceny zarodków od Emandorii oscylowały wokół kilkuset tysięcy euro za jeden, a nagroda za czempionat wygrany w Dubaju to nawet ok. 300.000 euro (klacz Emandoria w marcu 2018, uczestnicząc w płatnym pokazie na Bliskim Wschodzie, wygrała 25.000 euro za I miejsce w klasie i 250.000 za czempionat). Gdy weźmie się pod uwagę te kwoty, cena za Ejrene nie wydaje się już tak imponująca, a można nawet stwierdzić, że była okazyjna”.

Ten proceder mógł być możliwy tylko za wiedzą zarządów stadnin i nadzoru właścicielskiego (Skarb Państwa). Te działania to wielki cios w reputacje aukcji w Janowie Podlaskim. Bardzo nad tym boleję, albowiem polskie konie były przez wiele dziesięcioleci ważnym elementem pozytywnego wizerunku Polski. Tak też pada mit o cudownych rekordach aukcji w Janowie Podlaskim. Jednak ta historia ma jeszcze ciąg dalszy. Okazuje się, że Jerzy Białobok (Stadnina Michałów) i Anna Stojanowska (Agencja Nieruchomości Rolnych), którzy działali w tamtym okresie, przed kilkoma dniami zostali powołani przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi do nowej rady ds. hodowli koni. Mam nadzieję, że to nie jest puenta tej historii.

Zyski i Straty 18-08-23