Archiwa tagu: Zyski i straty

Jest realna szansa, że nowelizacji art. 477² kodeksu postępowania cywilnego zabije polski biznes. Nie stanie się to od razu. Zajmie to prawdopodobnie około 5 lat. Przy czym będzie to efekt kuli śnieżnej, czyli kondycja polskiej gospodarki będzie się pogarszać w w postępie geometrycznym.

Pracodawcy nie bardzo zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, wywołanej radosną twórczością ustawodawcy. Co do zasady śledzą przepisy dotyczące życia gospodarczego i nie spodziewają się śmiercionośnego uderzenia ze strony nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego. Zauważył to jednak Instytut Biznesu i nawet nagłośnił sprawę w wydanym oświadczeniu, w którym można przeczyć, że „bardzo znacząco została osłabiona pozycja pracodawcy w sporze z pracownikiem, obciążając go dodatkowymi, trudnymi do oszacowania kosztami. Nowelizacja doprowadza relacje pracodawca pracownik do absurdu i podważa całą filozofię zatrudniania jako idei prowadzenia przedsiębiorstwa gospodarczego w celu osiągania zysku.”

Nowelizację kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dziennik Ustaw z 6 sierpnia 2019 r. poz. 1469). Zmiana art. 477² kpc umożliwia sądowi pierwszej instancji orzekającemu przywrócenie pracownika do pracy nałożenie na przedsiębiorcę obowiązku dalszego zatrudniania pracownika do czasu prawomocnego wyroku. Na taki wyrok można czekać nawet dwa lata. Przez ten okres pracodawca musi utrzymywać pracownika, którego sobie nie życzy oraz jego stanowisko pracy. Warto też dodać, że jeśli w końcu sąd przyzna pracodawcy rację to nikt mu nie zwróci poniesionych nakładów. Krótko mówiąc teraz na każdego pracownika przedsiębiorstwo powinno założyć rezerwę na wypadek kosztów związanych ze zwolnieniem w wysokości około 120.000 zł. Prawdopodobnie taniej będzie zbankrutować.

Co ryzykuje zwolniony pracownik wnosząc przeciwko przedsiębiorstwu pozew do sądu? NIC. Może natomiast zyskać zatrudnienie w postaci „świętej krowy” w przedsiębiorstwie, które chciało się go pozbyć. Każde oczekiwanie pracodawcy może ignorować. Każdą uwagę może natychmiast zgłosić do sądu jako próbę mobbingową. W 2018 roku ponad 42.000 byłych pracowników założyło swoim pracodawcom sprawy o niesłuszne zwolnienie. Teraz należy się spodziewać znacznie więcej tego typu pozwów. Sądy nie są z gumy. To oznacza, że znacznie wydłuży się czas orzekania.

Cóż, wprowadzenie tak radykalnych i asymetrycznych regulacji prawnych to istne szaleństwo. Bardzo podwyższa ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Świat odniósł spektakularny sukces bo wydał wojnę plastikowym słomkom i jednorazowym sztućcom i talerzykom. Z pewnością od tego świat będzie zdecydowanie lepszy.

Wojna z plastikiem można powiedzieć, że została rozpoczęta. W małych kawiarniach i barach już nie ma plastikowych słomek, królują jednak nadal w wielkich sieciach sprzedających fastfoody. Nic dziwnego, wielkie koncerny kierują się zyskiem, a nie dobrem swoich klientów, a zasady społecznej odpowiedzialności biznesu jak martwe prawo wiszą sobie na ich stronach internetowych oraz w pięknie wydanych rocznych raportach na ten temat. Cóż, po prostu zakłamanie.

Wojna z plastikowymi słomkami z pewnością kiedyś zostanie wygrana. Ci co myślą, że odnieśli sukces są w błędzie. To niestety jest zwykła obłuda Unii Europejskiej. Jeśli walka z plaskiem ma mieć jakiś sens, należy wydać wojnę całej filozofii plastikowych opakowań.

Podczas każdego prania odzieży syntetyczne włókna są wypłukiwane i razem ze ściekami trafiają do naturalnych wód. Aby temu zapobiec konieczne jest natychmiastowe zakazanie produkcji plastikowych ubrań. Jeśli chcemy rzeczywiście troszczyć się o środowisko i o przyszłość planety, powinno się zabronić produkcji odzieży słabej jakości, a zatem wydać wojnę całej kulturze prêt-à-porter. Ktoś jest na to gotów?

Problemem są kurczące się zapasy wody zdatnej do picia. Specjaliści zastanawiają się czy warto hodować zwierzęta, ponieważ to wiąże się z dużymi stratami wody. Więcej wody jednak marnotrawi się podczas codzienna higiena przeciętnego człowieka. Czy ktoś zastanawia się nad tym aby znaleźć inną metodę na dbanie o czystość niż woda? W jaki sposób ją oszczędzać w toaletach? Świat osiągnął najwyższy poziom zakłamania.

Jest taka teoria, że należy zmusić państwa do dbania o środowisko. Z pewnością to ciekawa koncepcja i wielu wojowników o lepszą przyszłość może wykazać się energią. Podobno jednak za w 90 proc. zanieczyszczeń naszej planety odpowiada około 100 światowych koncernów. To w rękach zarządów tych organizacji leży nasza przyszłość. Czy oni cokolwiek w tej sprawie robią czy tylko liczą zyski?

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Obecnie najwęższym odcinkiem hamującym rozwój polskiej gospodarki jest brak pracowników. Wielu przedsiębiorców deklaruje, że gdyby mogli powiększyć kapitał ludzki organizacji pozwoliłoby to na przyjęcie nowych zamówień.

Ogłoszone niedawno Stanowisko Instytutu potwierdza, że „barierą ograniczającą rozwój gospodarki pozostaje niedobór siły roboczej. (…) Brakuje specjalistów z obszaru techniki informatycznej (IT) oraz inżynierów, którzy dodatkowo są wypychani z polskiego rynku poprzez projekty typu zniesienie 30-krotności składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe. Coraz trudniej znaleźć robotników przemysłowych, operatorów maszyn i urządzeń, ale również pracowników gotowych do pracy w usługach, w tym w przedsiębiorstwach sprzątających. Największe trudności ze znalezieniem rąk do pracy występuje w okresie letnim, kiedy pracownicy i rolnicy muszą wykonać prace sezonowe.”

Nic dziwnego, skoro kilka milionów Polaków wyjechało z kraju. Na to nałożyło się zjawisko niżu demograficznego. W związku z tym musiało dojść do sytuacji, w które brakuje pracowników. Najszybszym rozwiązaniem deficytu „rąk do pracy” jest pozyskanie ich z zagranicy. Szacuje się, że największym wsparciem dla polskiej gospodarki są Ukraińcy. Szacuje się, że jest ich Polsce od 900.000 do nawet 2.000.000. Precyzyjne dane są trudne do uzyskania ze względu na dużą fluktuację. Niemniej należy szacować, że 10 proc. pracujących w Polsce to cudzoziemcy. Tak znaczącej grupy pracowników nie wolno bagatelizować.

Ciągła rotacja pracowników dla polskich przedsiębiorców to stała niepewność oraz czas i koszty związane z rekrutacją. Stąd też apel Instytutu Biznesu do ustawodawcy, aby dokonać zmian w przepisach, tak aby pracownicy z zagranicy mieli w Polsce bardziej stabilne warunki funkcjonowania. Jest to ważne również dlatego, że już rozpoczęła się rywalizacja o ich pozyskanie ze strony innych państw Unii Europejskiej.

Instytut Biznesu postuluje, aby rząd podjął się dyskusji nad wprowadzeniem kolejnych zmian ułatwiających zatrudnienie cudzoziemców. Wśród nich ważne jest wydłużenie okresu pracy wykonywanej bez zezwolenia na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi oraz terminów informacyjnych w tym obszarze nakładanych na pracodawców. Inne propozycje to odstąpienie od ponowienia procedury uzyskania zezwolenia na pobyt i pracę w przypadku zmiany pracodawcy oraz skrócenie oczekiwania na wizyty w konsulatach.

Bez wprowadzenia bardziej korzystnych rozwiązań związanych z zatrudnieniem pracowników  z zagranicy rozwój polskiej gospodarki jest zagrożony. Bez tego grożą nam poważne straty.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Polska jest krajem w którym są jedni z najbardziej zestresowanych pracowników w Europie. W rankingu wyprzedza nas tylko Turcja i Grecja. Dzieje się tak, mimo, że w kraju od kilku lat mamy rynek pracownika.

Stres to również domena zawód wysokiego ryzyka. W Polsce zalicza się do nich m.in. żołnierzy, policjantów, strażaków, pilotów, kontrolerów ruch lotniczego, ratowników medycznych, lekarzy, górników, maszynistów kolejowych, a nawet dziennikarzy. Podczas uroczystej Gali IX Konkursu o Tytuł „Pracodawca Godny Zaufania” w siedzibie Krajowej Izby Gospodarczej w Warszawie odbyła się debatą pt. „Zawody wysokiego ryzyka i stresu – jak zapewnić optymalne warunki pracy dla przedstawicieli trudnych zawodów”. W dyskusji udział wzięli: Janusz Janiszewski – Prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej; Jerzy Godek – Członek Zarządu EmiTel; st. bryg. mgr inż. Piotr Strawa – z Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej; lekarz medycyny Tomasz Kaszewski – Dyrektor Centrów Medycznych HARMONIA (Grupa LUX MED), które specjalizują się w zakresie mental health oraz Bartoś Graś – adwokat i wspólnik kancelarii Kijewski Graś. W trakcie dyskusji rozmawiano o zapewnianiu bezpieczeństwa pracownikom zawodów wysokiego ryzyka, a także specyfice wyzwań w zawodach trudnych i niebezpiecznych – aspektom medycznym, psychologicznym i prawnym.

W dziewiątej edycji Konkursu o Tytuł „Pracodawca Godny Zaufania” nagrody otrzymali: EmiTel (kategoria „Programy stażowe”), PGE Polska Grupa Energetyczna (kategoria „Wolontariat”); Benefit Systems (kategoria „Motywacja”); Żabka (kategoria „Edukacja”); Polska Agencja Żeglugi Powietrznej (kategoria „Bezpieczeństwo”);  Poczta Polska (kategoria „Firma Przyjazna Niepełnosprawnym”). Nagrodę Specjalną „Pracodawcy Godnego Zaufania” otrzymał PwC. W Konkursie wyróżniono również dziennikarzy, dla których tematyka pracownicza jest bardzo bliska. Nagrodę „Pracodawca Godny Zaufania” w kategorii dziennikarskiej otrzymali: Anna Popek – dziennikarka i prezenterka telewizyjna (TVP) oraz Michał Dobrołowicz – dziennikarz RMF FM.

Konkurs „Pracodawca Godny Zaufania” zorganizowali Krajowa Izba Gospodarcza, Fundacja Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” i Agencja Impressarium. W skład Kapituły, poza organizatorami wchodzą Instytut Staszica, Instytut Biznesu, Instytut Libertatis, Wyższa Szkoła Ekologii i Zarządzania, Stowarzyszenie Integracja i Współpraca (organizator Welconomy Forum in Toruń) i Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Celem konkursu „Pracodawca Godny Zaufania” jest wyróżnienie organizacji i instytucji, które w obszarze polityki pracowniczej realizują interesujące i efektywne rozwiązania – uwzględniające rozwój pracowników i szanują ich prawa. To bardzo interesująca inicjatywa wyznaczająca kierunki rozwoju jakimi podąża branża zajmująca się kapitałem ludzkim, który dziś jest najważniejszym elementem polskiej gospodarki.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Instytut Jagielloński w swojej analizie pisze, że: „Polska utraciła zdolność do obrony wód Bałtyku przed rosyjskimi okrętami podwodnymi, którym nie mamy jak się przeciwstawić”. Metaforycznie rzecz ujmując, można powiedzieć, że polska Marynarka Wojenna ulega biodegradacji. Może jest to zjawisko zgodne z ekologicznym nurtem myślenia, z pewnością jednak stanowi dramatyczne zagrożenie w przypadku akcji militarnych na Bałtyku.

Mało kto się tym interesuje, bo teraz euforie wywołuje zakup samolotów F-35. Mało istotne, że pierwsze dwie maszyny znajdą się na stanie uzbrojenia polskiego wojska dopiero za 5 lat, a następne jeszcze później. Tak więc nie doczekają tego wiekopomnego wydarzenia dopiero wybierani w październiku parlamentarzyści. Jeszcze mniej istotne wydaje się, że co prawda samoloty będą w Polsce, jednak kody do maszyn pozostaną w Stanach Zjednoczonych, co oznacza, że każde użycie F-35 będzie wymagało autoryzacji Amerykanów.

Samoloty wojskowe mają taką właściwość, że potrzebują wsparcia na lądzie i wodzie. Jedyny potencjalnie nadający się do użytku okręt podwodny Marynarki Wojennej, ORP Orzeł, czeka na naprawę. Formalnie są jeszcze dwa sędziwe okręty typu Kobben, które w przyszłym roku zostaną wycofane, więc tak jakby ich już nie było.

Była idea zakupu nowych okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi jednak została formalnie odłożona na czas kolejnego parlamentu, a zatem w zasadzie ad acta. Podobno w tej sytuacji myśli się o jakimś  tzw. rozwiązaniu pomostowym: wynajmie lub zakupie do momentu oddania do użytku nowej jednostki używanego okrętu podwodnego. To stara koncepcja. Próbowano już zakupić z Australii jednostki, które miały pójść na złom.

Rozwiązanie pomostowe to są mrzonki. W procesie decyzyjnym ma brać udział sześć instytucji: Ministerstwo Obrony Narodowej, Sztab Generalny Wojska Polskiego, Inspektorat Marynarki Wojennej, 3 Flotylla Okrętów, Inspektorat Uzbrojenia i Departament Polityki Zbrojeniowej MON. Procedura wyboru, sprawdzenia stanu technicznego, podpisania umowy, wykonania koniecznych prac remontowych, naprawczych, wyboru dostawcy technologii, wyszkolenia załogi zajmie kilka lat. Wielu ludzi będzie mieć zajęcie i pobierać za nie wynagrodzenie. Jednak czy jest sens tak wieloletniego angażowania na prowizorkę?

Cóż, polska Marynarka Wojenna dryfuje na manowce. To bardzo dziwne, bo wydawało się, że Zjednoczonej Prawicy, która dzierży władzę już 4 lata, sprawy obronności są bliskie i ważne.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu


Można powiedzieć „WRESZCIE!” Krajowa Izba Gospodarcza zajęła się tym co mnie irytuje od dawna, czyli nierównym traktowaniem podmiotów gospodarczych, w tym przypadku chodzi o producentów alkoholi.

Na Forum Ekonomicznym w Krynicy, Krajowa Izba Gospodarcza przedstawiła „Białą Księgę branży alkoholowej”. Dokument przygotowała kancelaria Fairfieldna. Wynika z niej to co obserwatorzy rynku wiedzą od dziesięcioleci, że producenci wyrobów spirytusowych są dyskryminowani m.in. w zakresie prawa podatkowego oraz możliwości działań reklamowych, promocyjnych i sponsoringowych. zlecenie Krajowej Izby Gospodarczej.

Geneza dyskryminacji producenci wyrobów spirytusowych producenci wyrobów spirytusowych sięga roku 1982 kiedy uchwalono ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Regulacja prawna traktuje preferencyjnie piwo. Według autorów Białej Księgi może to naruszać  art. 32 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej czyli narusza systemową zasadę równego traktowania przez władze publiczne oraz nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

W Polsce obowiązują zróżnicowane zasady obliczania akcyzy dla poszczególnych rodzajów napojów alkoholowych. Jak się okazuje jej wysokość, w przeliczeniu na jednostkę alkoholu zawartego w napoju spirytusowym, może być nawet czterokrotnie wyższa niż w przypadku identycznej jednostki alkoholu zawartego w piwie. Dzieję się tak, albowiem producenci wyrobów spirytusowych płacą podatek, który jest uzależniony od zawartości czystego alkoholu w ich produktach, natomiast akcyza na piwo jest wyliczana na podstawie zawartości ekstraktu w napoju, a nie ilości alkoholu.

Nic dziwnego, że Polacy spożywają głównie alkohol zawarty w piwie albowiem jest on wówczas po prostu tańszy. W 2017 r. statystyczny obywatel zaabsorbował 5,42 litra. Dla porównania konsumpcja etanolu w wyrobach spirytusowych wyniosła 3,3 litra. W tej sytuacji przyłączam się jedynego, uczciwego rozwiązania proponowanego przez Związek Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego, zakładający, że należy uprościć system obliczania akcyzy poprzez równe traktowanie wszystkich producentów napojów alkoholowych w sferze podatkowej.

Warto też przypomnieć, że preferencyjny stosunek do piwa przejawia się również w tym, że tylko ten produkt zawierający alkohol wolno reklamować. Zakaz reklamy nie jest uzależniony od mocy napoju alkoholowego. W konsekwencji, prawo dopuszcza reklamę piwa zawierającego np. 9-10 proc. alkoholu, a zabrania reklamowania innych niskoprocentowych napojów takich jak wino czy cydr (zwierających np. 4,5 proc. alkoholu). To sprawia, że piwo, w oczach znacznej części konsumentów, podświadomie, nie jest postrzegane jako napój alkoholowy, a to jest już w zupełnej sprzeczności z ideą ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Alkohol to alkohol – troszczący się o zdrowie Polaków powinni to wreszcie zauważyć.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu



Jeszcze kilkanaście lat temu ci,którzy stracili słuch zmuszeni byli porzucić nadzieję, że kiedykolwiek znów usłyszą. Ale nadzieja wróciła, i to za sprawą prof. Henryka Skarżyńskiego, twórcy Światowego Centrum Słuchu Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach pod Warszawą, w którym każdego dnia wielu pacjentów odzyskuje słuch.

To, czego dokonał prof. Henryk Skarżyński wraz ze swoim zespołem budzi podziw i szacunek. Polska otolaryngologia znajduje się dziś na wysokim, światowym poziomie. Lekarze w tysiącach już liczą swoich pacjentów, których udało się wyrwać ze świata ciszy. Wśród nich były też osoby rozkochane w muzyce. Dla nich utrata słuchu była życiową katastrofą.

Kiedy pięć lat temu uczestniczyłem w Międzynarodowym Festiwalu Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z Zaburzeniami Słuchu „Ślimakowe Rytmy”, organizowanym właśnie przez prof. Henryka Skarżyńskiego, sądziłem, że będzie to jednorazowe wydarzenie. Okazało się jednak, że impreza szybko wpisała się w kalendarz kulturalny Warszawy. Właśnie zakończyła się piąta edycja Festiwalu!

Wydarzenie jest wyjątkowe. Występują w nim osoby, które słyszą dzięki skomplikowanym implantom ślimakowym. Podczas koncertów prezentują całe spektrum umiejętności wokalnych i instrumentalnych.Na obecną edycję festiwalu zjechali muzycy z 25 krajów m.in. z Australii, Argentyny, Stanów Zjednoczonych, Gruzji, Rumunii, Rosji, Kolumbii, Danii, Kazachstanu, Hiszpanii czy Filipin.W jury zasiedli m.in. prof. Ryszard Zimak, Vadim Brodski, prof. Jerzy Stuhr, dr Alicja Węgorzewska-Whiskerd i Irena Santor.

Zagranicznymi laureatami jubileuszowej edycji festiwalu „Ślimakowe Rytmy” zostali: grająca na flecie Salome Daghundaridze z Gruzji, grający na fortepianie: Anamaria Stefania Nastase z Rumunii, Abay Nurlanuly z Kazachstanu, Ilona Pashkevich z Rosji, grający na dombrze Nurbol Seydulla z Kazachstanu, grająca na flecie prostym Bettina Gelliner Turner ze Stanów Zjednoczonych, grająca na klarnecie Mireia Pozas Saiz z Hiszpanii, grający na puzonie Alek Mansouri ze Stanów Zjednoczonych i śpiewająca Lova Rose Rohrmann Heick z Danii.

Wśród finalistów znalazł się także Polak, 26-letni wokalista, Paweł Sepioło, który już jako dziecko posiadał ogromny talent muzyczny. Niestety, niespodziewanie stracił słuch. Natychmiastowe leczenie nie przyniosło żadnych rezultatów, a jedynym rozwiązaniem okazało się wszczepienie implantu słuchowego. Ta procedura medyczna pozwoliła mu kontynuować rozwijanie muzycznych zainteresowań, a jego udział w Festiwalu jest tego świetnym przykładem.

Festiwalowi towarzyszyła konferencja naukowa pt. Muzyka w Rozwoju Słuchowym, która dotyczyła takich tematów jak muzykoterapia i choreoterapii, nowości w leczeniu szumów usznych oraz odbioru muzyki za pośrednictwem implantów. Wzięli w niej udział muzycy, muzykoterapeuci, lekarze m.in. dr Simon Procter, prof. Ryszard Zimak, dr Bogumiła Dziel-Wawrowska, dr Danuta Raj-Koziak i dr Elżbieta Włodarczyk. Uczestnicy festiwalu brali też udział w interaktywnych warsztatach muzykoterapeutycznych i tańca integracyjnego oraz w zajęciach z emisji głosu.

Międzynarodowy Festiwal „Ślimakowe Rytmy” dowodzi, jak skuteczna może być terapia leczenia problemów ze słuchem właśnie dzięki ślimakowym implantom. To nie tylko kwestia przywracania sensu życia pacjentom, ale również ich przepustka do pełnoprawnego udziału w życiu społeczeństwa. Otolaryngologia ma więc również wymiar ekonomiczny.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Według cyników nie istnieją „wyższe wartości”, „wzniosłe cele” czy ideały (np. dobro powszechne, rodzina, Bóg). Są one tylko zaklęciami, które mają zaczarować stan faktyczny. Cynicy demaskują takie postawy. Jednym z nich jest Jerzy Wysocki.

Właśnie ukazała się książka Jerzego Wysockiego „Głos cynika. Terapia liberalna”. Zawiera ona wybór najlepszych felietonów tego dziennikarza, jakie zostały opublikowane w latach 2013-2019, na jego blogu, na stronie internetowej tygodnika „Wprost”. Książka ukazała się staraniem Wydawnictwa Nieoczywiste, wspieranym m. in. przez Fundację im. xbw Ignacego Krasickiego i Fundację XX Czartoryskich. Teksty są pisane ostrym, dowcipnym, mocno ironicznym językiem, często bezpardonowo, czasem prowokacyjnie. Mimo, że publikacja adresowana jest do wymagającego czytelnika dobrze się to czyta.

Felietony traktują o gospodarce i sprawach społecznych, a także politycznych, bo to one wywierają wpływ na otaczającą rzeczywistość i to jak w niej można funkcjonować. Rozrzut tematyczny jest duży. Bohaterami tekstów są m. in. Jarosław Gowin, Adam Małysz, Leszek Miller, Jerzy Janowicz, Leszek Balcerowicz, Paweł Kukiz, Marian Zembala, Kiszczak, Donald Tusk, Donald Trump, Mateusz Morawiecki, Jan Krzysztof Bielecki, Bolesław Bierut, Michał Boni, David Cameron, Andrzej Duda, Piotr Gliński, Piotr Ikonowicz, Patryk Jaki, Jan Paweł II, Jarosław Kaczyński, Robert Lewandowski, Robert Gwiazdowski, Neymar da Silva, Beata Szydło itd.

Książka „Głos cynika. Terapia liberalna” dowodzi ile spraw drażni i irytuje Jerzego Wysockiego. Nie jest to jednak jakaś „nerwica natręctw”. Jerzy Wysocki z powodzeniem tropi głupotę, obłudę, paradoksy i absurdy. Czytając jego książkę z przykrością stwierdzam, że jest ich zaskakująco dużo, a co gorsza, mają się świetnie. Mam takie życzenie, aby publikacja stała się obowiązkową lekturą dla polityków i aby sprawiła, aby choć trochę otrzeźwieli.

Generalnie cynicy są zdystansowani do otaczającej ich rzeczywistości. Tak też jest w przypadku twórczości Jerzego Wysockiego zawartej w książce „Głos cynika. Terapia liberalna”. Prawda jest jednak i taka, że autor swoje felietony pisze głównie pod wpływem emocji, a zatem z tym zdystansowaniem nie końca jest tak łatwo. W sumie dobrze to świadczy o Jerzym Wysockim, a książka jest naprawdę interesująca.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Z przykrością zauważam, że w polskim systemie podatkowym pełno jest absurdów, które szkodzą przedsiębiorcom, konsumentom, a w konsekwencji również skarbowi państwa. Co więcej cześć systemu jest niezmieniana od lat, a jeżeli rządzący zajmą się zmianami to często tylko mnożą problemy zamiast je rozwiązywać. Takie wnioski płyną z debaty „Podatkowy hamulec czy podatkowe paliwo”, zorganizowanej przez Instytut Staszica i Instytut Studiów Międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej.

Działanie podatku VAT w Polsce jest wręcz anegdotyczne – inaczej opodatkowana jest woda w butelce, a inaczej woda z kranu. Lód jest również objęty inną stawką. Takich przykładów można mnożyć. W listopadzie 2018 roku Ministerstwo Finansów zadeklarowało chęć uproszczenia systemu. Cel szczytny i słuszny, ale wykonanie pozostawiało wiele do życzenia, na co zwracali resortowi finansów rządowi koledzy z Ministerstwa Rozwoju Wsi i Rolnictwa. Przykładowo „uproszczenie” podatku na soki, nektary i napoje owocowe z wysokim dodatkiem soku polegało na stworzeniu, zamiast jednej, dwóch stawek, na podobne produkty, które do tej pory cieszyły się preferencyjną stawką 5 proc. VAT. Napoje owocowe zdaniem Ministerstwa powinny być opodatkowane stawkę 23 proc. Niższy VAT objąłby również napoje warzywne posiadające w składzie ponad połowę naturalnego wsadu – tylko, że takich produktów w ogóle nie ma na rynku, a więc wymyślono podatek dla fatamorgany.

Dla konsumentów przyjęcie nowych naliczeń VAT oznaczałaby wzrost cen napojów, a także obniżenie zawartości soku. To natomiast w rezultacie oznaczałoby zmniejszenie zapotrzebowania na owoce od sadowników o 150.000 ton, głównie jabłek. Taki spadek popytu byłby tragiczny w skutkach dla sadowników, którzy i tak mama trudności ze sprzedażą swoich owoców po godziwej cenie, a ponadto z rynku zniknęłyby unikalne na skalę światową napoje, które polski przemysł sokowniczy oferował Polakom.

„Dzięki preferencyjnemu podatkowi, została stworzona wyjątkowa na skalę europejską grupa napojów owocowych. Te produkowane w Polsce zawierają min. 20 proc. soku z owoców (średnia to 30 proc.), podczas gdy w krajach Unii Europejskiej to ok. 5-10 proc. Branża sokownicza oparła się inwazji zagranicznych koncernów. Wszystkie wiodące marki w tej kategorii, to firmy polskie. Jedna z czołowych marek światowych zajmuje poniżej 3 proc. rynku polskiego” – Wyjaśniał uczestnikom konferencji Julian Pawlak – Prezes Krajowej Unii Producentów Soków. Jak to mówią? Czego nie wykończą globalne koncerny potrafi wykończyć fiskus…… Jeśli branża upadnie wyschnie jedno ze źródeł dochodów dla skarbu państwa, to kiepski interes.

Równocześnie nowa matryca VAT za wyroby piekarnicze (takie jak chleb) uznała słone przekąski, w tym smażone na głębokim tłuszczu chipsy. W przeciwieństwie do rynku soków, produkcja tego typu żywności to specjalność zagranicznych koncernów. W ten sposób polscy producenci napojów, przez podwyżkę podatku finansowaliby obniżkę VAT dla smażalni chipsów. Wraz z przetwórcami ucierpieliby ich dostawcy. To prowokuje do zastanowienia się, o czyje interesy dba resort finansów?

Według Krzysztofa Krystowskiego – Prezesa Związku Klastrów Polskich „mali i średni przedsiębiorcy są zaniepokojeni planowanymi zmianami podatku VAT. Ich zdaniem, jeżeli zmiany uderzają w duże polskie firmy przemysłu spożywczego, to negatywne skutki natychmiast dotykają także małych i średnich przedsiębiorców. Póki co, pocieszające jest, że Sejm w marcu 2019 roku wstrzymał prace nad propozycją Ministerstwa Finansów, jednak projekt dalej oczekuje na ponowne wprowadzenie do porządku obrad, co oznacza, że podatkowy miecz Damoklesa ciągle może spaść.

Nadgorliwość urzędników ominęła natomiast inny podatek, ważny dla branży spożywczej. Mowa o sposobie naliczania akcyzy od alkoholu. Od października 1982 roku kiedy szalał ze swoim „stanem wojennym” komunista i politruk Wojciech Jaruzelski obowiązuje złudnie brzmiąca „ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi”. Na jej podstawie do dzisiaj podatek jest naliczany od ilości etanolu w litrażu dla alkoholi mocnych, a w przypadku piwa od ilości ekstraktu. Dlatego w Polsce w piwie bywa do 5 razy więcej alkoholu niż w piwach oferowanych w innych krajach Unii Europejskiej. Z analiz wynika, że ilość spożywanego alkoholu jest prawie niezmieniona od 1982 r., ale jest on konsumowany w większym stopniu w formie piwa, które przez konsumentów nie jest uważane za alkohol….. , bo przecież zawiera ekstrakt! I tak to sobie właśnie prosperuje ustawa dbająca o wychowaniu w trzeźwości. Warto też dodać, że rynek piwa w Polsce jest zdominowany przez 3 globalne koncerny….. A zatem to one są beneficjentami naiwności Jaruzelskiego.

Debata wskazała, że polski system podatkowy wymaga zmian wprowadzanych z uwzględnieniem interesu gospodarki narodowej. Urzędników Ministerstwa Finansów czeka jeszcze wiele pracy, nim w Polsce będziemy mieli nowoczesny i przyjazny system podatkowy. Ważne jest aby praca ta była wykonywana z głową i na trzeźwo!

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Huawei – chińska korporacja o zasięgu światowym budzi mnóstwo emocji. Z jednej strony stała się liderem technologicznym. Z drugiej strony pojawiają się oskarżenia o szpiegostwo zagrożenia dla cyberbezpieczeństwa. Sytuacja zrobiła się gorąca.

Huawei Technologies Co., Ltd.(chin. 华为技术公司) została założona zaledwie 30 lat temu w Chinach. Od roku 2012 jest największym na świecie producentem urządzeń telekomunikacyjnych i drugim co do wielkości po Samsungu, a przed Apple, światowym producentem smartfonów. Teraz zajmuje się pioniersko budową sieci 5G, która ma zrewolucjonizować komunikację elektroniczną.

Już w 2012 roku Stany Zjednoczone i Australia uznały współpracę z Huawei za zagrożenie dla cyberbezpieczeństwa. W sierpniu 2018 roku Donald Trump zakazał administracji rządowej i kontrahentom pracującym na jej zlecenie korzystania z technologii Huawei i ZTE. Również Australia zabroniła jednemu z największych operatorów, pracującemu nad siecią 5G, korzystania z technologii Huawei. Podobny zakaz wprowadziła już praktycznie Japonia. W listopadzie 2018 roku Stany Zjednoczone wezwały swoich sojuszników do tego, by przekonywali lokalne telekomy o zagrożeniach związanych z używaniem smartfonów chińskiego koncernu.

Jednak Niemcy, Francja, Włochy, Portugalia i Szwajcaria wyraźnie oświadczyły, że nie zamierzają wykluczyć Huawei z rynku. Powyższe państwa polegają na własnych analizach i powstrzymują się od restrykcji zakazujących używanie sprzętu Huawei. Być może część krajów europejskich przedkłada rozwój technologiczny nad bezpieczeństwo lub ignoruje ryzyka z tym związane? W tego typu sprawach najważniejsze jest racjonalne rozważanie kwestii zagrożeń związanych z wdrażaniem sieci 5G. Swoje stanowisko w sprawie chińskiego koncernu w lutym 2019 roku zmieniły brytyjskie służby bezpieczeństwa uznając, że „nie ma powodów, by wykluczać Huawei z budowy sieci 5G”.

Pojawiają się zarzuty, że niekorzystna atmosfera tworzona wokół Huawei to echo wojny gospodarczej i rywalizacji technologicznej między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Cóż wojna, a może raczej agresywna rywalizacja między światowymi mocarstwami jest oczywista. Czy nowoczesne technologie można wykorzystywać do celów szpiegowskich? Oczywiście można. Nawet więcej, one po to są tworzone. Zbieranie Informacji o użytkownikach (jeden z portali społecznościowych za dobrowolne ujawnianie wszystkich informacji przez użytkownika deklaruje wynagrodzenie 20 dol.) i danych biomedycznych takich jak linie papilarne czy zarys twarzy to już fakt. Zatem nie powinno być pytań o Huawei tylko o wszystkie podmioty działające na tym rynku: czy ich produkty i działalność nie zagrażają bezpieczeństwu polskich obywateli? Jeśli zaś powstają obawy w tym zakresie, oczekiwałbym decyzji, które zabezpieczą Polskę przed tego typu ryzykami ze strony wszystkich potencjalnych przedsiębiorstw krajowych i zagranicznych. Takie same reguły gry powinny dotyczyć wszystkich podmiotów na takich samych zasadach.

Juliusz Bolek, Przewodniczący Rady Dyrektorów – Instytut Biznesu – „Zyski i straty”